ZAŁOŻYCIEL WSPÓLNOTY EMMANUEL

Piotr Goursat urodził się w Paryżu 15 sierpnia 1914 r., w dniu uroczystości Wniebowzięcia Matki Boskiej. Umarł także w Paryżu 25 marca 1991 r., w uroczystość Zwiastowania. Był to poniedziałek  rozpoczynający Wielki Tydzień. Całe jego życie zostało niejako wpisane między dwa maryjne święta oraz w przestrzeń jednego miasta – Paryża, które Piotr tak bardzo kochał.

Podobnie jak większość Paryżan, tak i Piotr miał przodków wywodzących się z prowincji.

Matka Piotra, Maria Goursat, była kobietą wielkiej wiary, która bardzo kochała Matkę Bożą. Przywiązywała ona wielką wagę do modlitwy. W całej rodzinie  panowała atmosfera głęboko chrześcijańska. To odniesienie do Boga odegrało ogromną rolę w życiu Piotra. Maria Goursat była podobno czarującą, elegancką kobietą o ujmującym obejściu.

Rodzina ojca pochodziła z południowo-zachodniej Francji. Była to zamożna, katolicka rodzina z Périgueux. Ojciec Piotra, Wiktor Goursat, urodzony w 1877 r., był najmłodszym z rodzeństwa. Dwie jego siostry zostały zakonnicami. Najstarszy, Georges, był słynnym karykaturzystą, o pseudonimie Sem. Wiktor też bardzo lubił rysować karykatury.

Rodzice Piotra nie byli szczęśliwym małżeństwem. Ich światy za bardzo się od siebie różniły: Maria ciężko pracowała, podczas gdy Wiktor rysował karykatury do gazet. Wiktor był bardzo zdolny, ale bardzo wrażliwy, o zmiennych nastrojach. Po dość krótkim czasie małżonkowie rozstali się. Od dzieciństwa
Piotr nosił w sobie głębokie zranienie spowodowane cierpieniem matki i brakiem ojca.

Piotr miał młodszego od niego o 11 miesięcy – Bernarda. Pod wpływem pobożności typowej dla ówczesnych środowisk katolickich zaraz po narodzinach matka oddała Piotra pod opiekę Maryi, Bernarda zaś – Najświętszemu Sercu Jezusa. Bracia byli sobie bardzo bliscy. Niestety w życiu młodego Piotra wydarzyła się tragedia: w wieku dziesięciu lat umarł Bernard. Odszedł nagle, z powodu choroby. Jeszcze sześćdziesiąt lat później Piotr tak mówił o tym wydarzeniu: “To było straszne. Miałem wrażenie, że zostałem przecięty na pół i że jedna połowa została zabrana. Z czasem, powoli, wróciłem do równowagi”.

Jak piszą o Piotrze Goursat autorzy książki „Ogień i nadzieja”, nie przypominał on świętego z obrazka, a miał swoje ograniczenia i słabości. Był krytykiem filmowym i jako człowiek świecki zdecydował się służyć Kościołowi. Jego życie nie było łatwe, zmagał się z gruźlicą od 19. roku życia.

Siłę do działania czerpał z głębokiego życia kontemplacyjnego. Założył Wspólnotę Emmanuel oraz Bractwo Jezusowe, które porwały za sobą tysiące ludzi na całym świecie. Sam o sobie mówił z wielką pokorą: „Jestem lichym robaczkiem”. Nawiązywał w ten sposób do słów biblijnych „Albowiem Ja, Pan, twój Bóg, ująłem twą prawicę, mówiąc ci: Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą. Nie bój się robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu!” (Iz 41, 13 – 14), dzięki temu mógł iść spokojnie przed siebie. Gdy Wspólnota z roku na rok coraz bardziej dynamicznie się rozwijała w odpowiedzi na podziw wyrażany dla niego, mówił: „Nie zauważyłeś tego, że Pan postawił na czele Wspólnoty największego biedaka, aby wszyscy zobaczyli, że to on sam jest sprawcą wszystkiego”. Piotr z poczuciem humoru nazywał siebie „adoratorem”, gdyż spędzał długie godziny, a nawet całe noce na Adoracji Najświętszego Sakramentu. Przywiązywał wielką wagę do osobistej ewangelizacji.

Wspólnota Emmanuel, rok po śmierci Piotra została uznana przez Watykan w specjalnym dekrecie za “dar dla Kościoła powszechnego”. Dziś jest ona obecna prawie na całym świecie, a od 15 lat w Polsce.

Piotr Goursat pokazuje nam przede wszystkim drogę szczególnej duchowości, potrafiącej łączyć życie kontemplacyjne, modlitewne, z zaangażowaniem w “sprawy tego świata”.